poniedziałek, 17 listopada 2014

Niezapowiedziany gość

            Mija dzień , tydzień , dwa i nie widziałam Peety odkąd piekliśmy ciasto. Nie wiem dlaczego jestem na niego za to zła . Przecież tylko się spytał.  Walę pięścią w ścianę . Co się ze mną dzieje do cholery ?!! Nie zwracam uwagi ,że po dłoni spływają strużki krwi. Gdy stoję oparta o drzwi, zaczynam analizować każde słowo ,które w życiu powiedziałam Pecie , co o nim pomyślałam ,, (..)Za to go nienawidzę ”, ,, Peety już nie ma , dobrze mogłabym zabić kapitolińskiego zmiecha (..) ” . Z mojego gardła wydobywają się dzwięki goryczy ,żalu do siebie. Zaczynam płakać. Słyszę kroki na schodach i automatycznie się podnoszę . To na pewno Śliska Sue ale nie chcę by pomyślała ,że znów się załamałam. Siadam na łóżku i wycieram łzy lewą ręką a pościelą wycieram krew z mojej prawej ręki . Nagle drzwi raptownie się otwierają i Śliska Sue wchodzi. Odwróciłam głowę w stronę okna i udaje ,że coś zaciekawiło mnie choć naprawdę nic tam nie ma interesującego więc szybko się skapnie ,że chcę żeby nie zauważyła łez.
- Zaraz wyjdę na spacer może odwiedzę Heymmitcha .
- Już nie musisz skarbie , sam do ciebie przyszedłem . – Raptownie spoglądam na niego . Ma opuchnięte oczy ale wygląda lepiej niż wcześniej. Przytył , na jego głowie nie ma już zmatowiałych strąków tylko opadające do szyi kosmyki , blond włosów.
- Co pan tu robi ? – Warczę głuchym łamiącym się głosem . Nagle czuję na nodze ciepłą czerwoną plamkę krwi chyba on to zauważa bierze moją prawą  dłoń co chowałam pod kołdrą ,która akurat  musiała się sunąć .
- Co to jest ? – Pyta się mnie i ściska ją tak mocno ,że aż zaczyna boleć.
- Spadłam ze schodów . Nic mi nie jest . – Kłamię jak z nut i mój mentor to na pewno wyczuł. Spogląda na mnie nie pewnie i rozgląda się po pokoju aż zatrzymuje wzrok na ścianie w ,którą walnęłam z całej siły pięścią .
- Spadłam ze schodów … dobrze mogłaś powiedzieć ,że poślizgnęłaś się na lodzie !! Mów co leży Ci na wątrobie i nigdy więcej nie próbuj kłamać bo coś Ci nie wychodzi !! – Udaje mój ton głosu a ja milczę i wpatruję się z furią na niego. Nie mam zamiaru mu niczego tłumaczyć.
- Co to jest ?! Nie chcesz mówić ? To nie – Puszcza mnie. macha ręką i wychodzi .
- Panie Heymmitch !! – Wrzeszczę i zrywam się łóżka jak poparzona. Zbiegam ze schodów i udaje mi się chwycić skrawek jego koszuli i spadam ze schodka na podłogę jak długa . Niech go szlag ! Już chcę wykrzyczeć mu najgorsze przekleństwa jakie znam ale się powstrzymuje . Słyszę jak się śmieje i mnie podnosi .
- Teraz Ci wierzę ,że spadłaś ze schodów . Więc powiesz mi co się stało czy wołałaś mnie po to by się pożegnać – Przestaje się śmiać i uśmiecha się do mnie półgębkiem. Nie lubię go i nigdy go nie lubiłam.
- Czy możemy się przejść ? – Pytam się go ze łzami w oczach bo ręka zaczęła strasznie mnie bolec i do tego moje przemyślenia o tym jaka ja byłam wredna i bezlitosna dla Peety . Mój mentor kręci głową i kierujemy się na miejsce gdzie kiedyś mieściło się ogrodzenie oddzielające las od dystryktu. Mówię wszystko od początku co myślałam i mówiłam o moim chłopcu z chlebem jak spisałam go na straty , jak wczoraj zareagowałam jak spytał o Gale’a i jak się wściekłam nie wiem za co , patrzę na niego ,żeby cos powiedział ale on tylko coś mruczy i patrzy się na drogę jak by było coś tam ciekawego więc i ja również patrzę się na dróżkę z popiołu , resztek z domów i szczątek zmarłych sąsiadów z mojego dystryktu  i płaczę. Nie mam siły na nic. Nagle potykam się i popiół podnosi się i osadza się na mojej niebieskiej bluzce a teraz wybucham płaczem . Heymmitch klęka ,głaszcze mnie po głowie i odzywa się cichym , zachrypniętym głosem.
- Skarbie  to co myślałaś już się nie liczy. Powtórzę Ci to co kiedyś Ci powiedziałem nawet gdybyś żyła 100 lat nie będziesz go warta ale…– Nie dokańcza i wybucha pijackim śmiechem. A już myślałam ,że wytrzeźwiał. Skąd wytrzasnął alkohol ? Teraz mnie to nie obchodzi. Próbuję się podnieść, już chcę pobiec do domu gdy jego ręka chwyta mnie i mocno przytula.
- Ale wszystko się zmieniło nie uważasz ? – Próbuję się wydostać z jego ramion , szarpię się jak dzikie zwierze ,które wplątało się w sidła i nie może z nich wydostać. ,,Wszystko się zmieniło …’’ co miał na myśli ? Znowu dostaje spazmów histerii i widzę jak igła wbija się w moje przedramię. Nie zastanawiam się nad tym bo czuję jak świat wiruje mi przed oczami a morfalina dociera do moich żył.

        Przedzieram się przez mgłę  żeby odnaleźć światło choć dobrze wiem ,ze tu go nie znajdę. Czasem czuje czyjś dotyk i momentalnie się odwracam , spoglądam na Finnicka ,który mówi żebym pamiętała kto jest moim prawdziwym wrogiem i kiedy chcę złapać jego dłoń to rozpływa się jak para wodna. Kilka razy się tak powtarza ,gdy  nagle widzę światełko i mgła momentalnie się rozpływa a ja wracam do rzeczywistości. Otwieram oczy i widzę czyste , przytulne  pomieszczenie ,które pamiętam . Chcę usiąść na miękkiej kanapie na której po raz drugi leżałam ale czuję taki ból prawej dłoni ,że zostaję w takiej pozycji jakiej byłam. Zauważam ,że nadal obraz nie jest za ostry i wszystkie kolory są rozmazane . Zamykam oczy i gdy je otwieram widzę uśmiechniętego Peete  i jakąś kobietę ,której nigdy jeszcze nie widziałam. Kucnął i jego twarz jest na takiej samej linii z moją twarzą.
- Hey – Mówi i odgarnia mi włosy z czoła. Uśmiecham się półgębkiem ,ponieważ dłoń mnie strasznie boli. Zastanawiam się jak tu trafiłam. Zapewne przez ,, przypadek ”może mój mentor nie jest jednak taki zły ? Albo co jest bardziej prawdopodobniejsze zauważył Peete i poprosił mu żeby mu pomógł mnie dźwigać bo on na pewno nie ma tyle siły by przenieść średnio ważącą kobietę i która na dodatek śpi. Czuję się coraz słabsza i boję się ,ze zaraz zasnę więc szczypię zbolałą dłoń by jeszcze bardziej bolała a chcę dowiedziec się kim jest ta kobieta.
- Katnnis czy możesz… - Mówi a ja dotykam jego twarzy  zdrową ręką bo nie rozumiem jego słów ,wszystko mi się rozpływa . Słowa i obraz. Przybliżam swoją twarz do jego i ściszonym głosem pytam:
- Zostań ze mną
- Zawsze  - I zasypiam .

   Budzę się ale nie na znajomej mi kanapie tylko na łóżku w ciemnozielonej  sypialni . Przypomina mi tą sypialnie z ośrodka szkoleniowego mieści się tu dwuosobowe łóżko z ciemnego dęba oraz dwie rzeźbione etażerki na których stoją dwie lampy z białym abażurem , które na końcach mają kryształki tylko brakuje tu wielkiego ekranu gdzie wystarczyło tylko nacisnąć na przycisk pilota by na ekranie pokazał się obraz lasu lub ulicy Kapitolu. Otwieram drzwi i kieruje się na dół . Zauważam tam Naburmuszonego Heymmitcha ,który stoi naprzeciwko nieznajomej mi kobiety na ,której widok  musiał bardzo się zdenerwować , ponieważ jest cały czerwony i ręce mu się trzęsą , Peeta siedzi ze stoickim spokojem i nagle mnie zauważa i momentalnie się uśmiecha a nasz były mentor od razu zmienia postawę i ręce wkłada do kieszeni. Spoglądam na kobietę. Jest bardzo młoda ,smukła i wyglądałaby całkiem normalnie gdyby nie te worki pod oczami i ten smutny wzrok. Na pewno nie pochodzi z Łożyska. Ma piwne oczy i ciemne , kręcone  włosy.Dziwię się co ona tu robi i chyba to zauważa bo od razu podaje mi dłoń i się tłumaczy.
- Ah.. Katnnis my się jeszcze nie znamy . Jestem nową burmistrz dystryktu 12 . Viersala Nelson . Miło mi Cię poznać – Uśmiecha się i potrząsa moją dłonią. Peeta wstaje i pyta czy chciałabym się czegoś napić ,odmawiam mu i chce dowiedzieć się co tu robi nowa  pani burmistrz.
- Dlaczego mamy tą przyjemność ? – Pytam a Heymmitch usadawia mnie na kanapie gdzie siedział Peeta. I teraz we troje stoją nade mną i nie wiem czego mam się spodziewać. Czy znów zrobiłam coś co trzeba automatycznie zlikwidować ? Czy znów mam być pionkiem w jej tym razem igrzyskach ?
- Prezydent Peylor kazała zobaczyć mi jak się macie i… -
- Jak widzi pani miewamy się dobrze więc jeśli to wszystko to dziękujemy za troskę ale  nie mamy czasu. – Przerywa Viersali , Peeta i kieruje się do drzwi wejściowych i je otwiera.
- …złożyć wam wyrazy współczucia. Nikt nie chce wam zakłócać spokoju po tragedii jaką przeżyliście ale całe Panem jest pokryte żałobom to oczywiste ale nie możemy wciąż żyć tragedią .- Parskam śmiechem. Nikt nie chce zakłócać nam spokoju ale jednak to robią. Nie może od razu powiedzieć ,że chce byśmy pocieszyli wszystkich ludzi i powiedzieli ,że teraz wszystko będzie dobrze ? Nikt w to nie uwierzy. Nie po tym co się w ostatnich miesiącach wydarzyło. Wydaje mi się to zabawne ,że jednak nic się nie zmieniło.
- Więc co pani chce przez to powiedzieć  ? – Pytam się obojętnym tonem i obejmuję się rekami w obronnym geście.
-  Plutarch zapewne jutro was odwiedzi jeśli przystaniecie na naszą propozycje. Cały kraj chciałby zobaczyć co dzieje się z ich kosogłosem a jeszcze bardziej z Peetą. Chcielibyśmy byście wybrali się w ,,Tourne Zwycięzca’’ odwiedzilibyście wszystkie dystrykty powspominaliście ich trybutów oraz poległych w wojnie czyli z waszej drużyny .Wybudowaliśmy pomniki w każdym dystrykcie ,którzy zginęli na igrzyskach a wy braliście udział w ostatnich igrzyskach poskromienia i jesteście jedynymi trybutami ,którzy są zdrowi na umyśle i stwierdziliśmy ,że raczej się zgodzicie. - Najchętniej uderzyłabym ja w twarz. Czy ona wie co my przeżyliśmy i jeszcze chce byśmy pojechali na jakieś Tourne ? Widzę złość na twarzy Peety ,który trzyma się kurczowo klamki od drzwi ,które jeszcze bardziej uchylił i teraz zimny, porywisty wiatr dostaje się do środka i przeszywa na wylot.
- Nie ma mowy. Czy pani wie w jakim oni są w  stanie psychicznym ? Proszę powiedzieć Plutarchowi ,że oni nigdzie nie jadą. – Burczy wywrócony z równowagi  Heymmitch którego nie widziałam aż w takim złym stanie. Trudno go wywrócić z równowagi tak jak mnie ale tym razem nowa pani burmistrz zrobiła to od razu. Mentor  pokazuje prawą dłonią drzwi i tłumaczy jej jaka to głupota. Jedyną rzeczą z jaką się zgodzę to ta ,że jesteśmy jedynymi trybutami zdrowymi na umyśle .. A Johanna ? Nie mam pojęcia co się z nią teraz dzieje ale wiem ,że żyje i jest w siódmym dystrykcie chyba ,że oszalała tak jak Annie. Jeśli nawet miewa się dobrze to jej charakter tu bardziej przeszkadza jest szczera aż do bólu i nikt nie miałby jej pod kontrolą. Blondyn ma się już o wiele lepiej niż wcześniej ale co dzieje się nadal w jego głowie ? Nie wiem. Nikt tego nie wie . Chciałabym móc wejść do jego mózgu i pomóc się mu z tym uporać ,oddzielić błyszczące wspomnienia od tych ,które naprawdę miały miejsce. W końcu nie wytrzymuję wrzasku Heymmitcha i tej kobiety i odzywam się od dłuższej chwili.
- Nigdzie nie jedziemy. Wybaczy pani ale mi również przezywamy tragedię. Na wojnie zginęła moja siostra i nasi przyjaciele ,których na własne oczy widzieliśmy jak giną  - głos mi  się łamie – Więc jak mamy pocieszać ludzi czy nawet ich wspominać ? Nie mamy sił ,żeby od nowa przechodzić przez tamto piekło. – Viersala spogląda na mnie smutnym wzrokiem ,wzdycha i kręci głową . Czyżby spodziewała się takiej odpowiedzi ?
- Rozumem ale musicie zrozumieć ,że nie tylko wy straciliście przyjaciół. – Mówi i kieruje się do wyjścia. Zdaje mi się ,że po prawym policzku spłynęła jej łza ale może tylko światło tak dziwnie się odbija. Kiedy przechodzi koło mentora ten uśmiecha do niej się półgębkiem i nagle wyskakuje :
- Ma pani może ochotę na kieliszek  wódki  ? Widzę ,że pani jest strasznie smutna z chęcią dowiem się jaki jest tego powód . – Bierze ją pod ramie za nim brunetka da mu odpowiedź i ciągnie ją do drzwi na pożegnanie mruga do nas i klepie Peete po plecach później trzaska drzwiami i znika w mroku nocy. Brak mi słów. Co to miało w ogóle być ? Najpierw się bulwersuje a teraz zaprasza ją na drinka ? W życiu nie pomyślałabym ,ze naszego drogiego mentora na to stać , do dzisiaj . Blondyn patrzy mi w oczy i mówi :
- On od kiedy taki towarzyski się zrobił ? – Pyta i wybuchamy śmiechem.
- Nie wiem widocznie nie wystarcza mu nasze towarzystwo .
- Zrobię nam ciepłe mleko . Dobrze nam zrobi – Uśmiecha się i idzie do kuchni. Kiwam głową i rozsiadam się na zielonej kanapie. Boże dlaczego nam tu znowu robią ? Podkulam nogi i kładę na kolanach głowę. Tamte ,,Igrzyska’’ się skończyły więc trzeba rozpocząć nowe. Kosogłos nasza duma ,nasza twarz zgodzi się przecież tak nienawidziła Snowa ,że nam nie odmówi. Zaczynam czuć żar ,który może zaraz wydać płomień nie do ugaszenia. Prezydent Coin też stwierdziła ,że nie odmówię bo nie chcę stracić Peety. Wstaję z kanapy. Ale teraz Peeta jest bezpieczny i nie mają na mnie żadnego haczyka. Nie będę tym razem marionetką Plutarcha i nowej pani burmistrz. Świat sam musi się z tym uporać . Może to samolubne i egoistyczne ale jak mam pomóc skoro sama jestem w dołku ? Prim nie żyję , mama wyjechała do dwójki a Peeta mnie potrzebuję chociaż zdaje mi się ,że to ja go bardziej potrzebuje niż o mnie. To ja wybiegłam jak miałam koszmar do niego jak mała dziewczynka ,która nie radzi sobie z problemami a on okrywa mnie swoim ciałem przed wszystkim co mnie rani. Musze to zmienić nie chcę by traktował mnie jak dziewczynkę. Rozglądam się po pokoju co mogę rozwalić ,zniszczyć by tylko dać opust gniewowi. Widzę wazon na kominku taki sam jak u mnie w, którym stała biała róża od Snowa. Biorę go i trzaskam o podłogę . Peeta przylatuje a ja ściskam następny wazon o podłogę . Podchodzi coś mówi ale go nie słyszę. Słysze tylko jak krew pulsuje mi w skroniach i łzy cisną się na oczy.
- Nakłamcie Katnnis o powstaniu bo zrobi coś głupiego , nie mówcie Katnnis o tym ,ze zostanie wyłowiona z areny bo się wkurzy i nie będzie chciała współpracować , nie mówcie o propagicie z Peetą bo jej się pogorszy , oznajmicie Katnnis ,że wybierze się w Tourne w końcu nie może odmówić ! – i trzaskam ostatni wazon o podłogę . Mellark podchodzi do mnie i mocno przytula a ja wtulam się w jego pierś. Czuję jak bije szybko jego serce prawie tak samo jak moje i wybucham płaczem. Coraz lepiej mi to wychodzi.
- Cii już wszystko dobrze Katnnis nigdzie nie jedziemy. – Mówi to i prawą ręką teraz gładzi mnie po włosach. Nie wiem czemu ale jego słowa koją mój ból . Kiwam głową i nagle się jeżę bo znów zachowuję się jak chora dziewczyna i odwracam do porozbijanych wazonów.
- Przepraszam. Zaraz to posprzątam – Mówię ale on łapie mnie za ramię i przysuwa do siebie tak ,ze nasze usta niemal się stykają.
- I tak ich nie lubiłem i cieszę się ,że mnie wyręczyłaś – czuję jego oddech i robi mi się ciepło w środku – Martwię się o ciebie i myślę ,że powinnaś zamieszkać u mnie na pewien czas. Wolę mieć na ciebie oko .– Marszczy czoło i uśmiecha się półgębkiem  a ja wpatruję się  w jego niebieskie oczy ,które mnie pochłonęły . Mogę zamieszkać z Peetą , cieszę się z tego ale nagle wiem dlaczego to robi. To śmieszne ale on myśli ,że mogłabym popełnić samobójstwo ? Nie wierzę. Na pewno o to chodzi. Nie ma do mnie zaufania . Ostatnie moje wyczyny takie jak ta jak wybiegłam z domu krzykiem czy płacz i rozwalona ręka Może świadczyć o tym ,ze załamałam się psychicznie..
- Peeta nie zrobię nic głupiego . Przysięgam czuję się już o niebo lepiej. – Przewracam oczami a on bierze mnie za chorą dłoń ,którą walnęłam w ścianę.
- Czyżby ? Katnnis tu nie  chodzi o to ,że nie mam do ciebie zaufania. Rozmawiałem z doktorem Aureliusem ,który dowiedział się chyba od Heymmitcha o twoim stanie psychicznym i powiedział ,że jak najszybciej przyjedzie ,ponieważ i tak nie odbierzesz od niego telefonu więc stwierdziłem ,że możesz ze mną zamieszkać. – Mówi to a ja teraz czuje wdzięczność. Nie chciałabym żeby doktor miał mnie na oku dwadzieścia cztery godzin na dobę ,dostałabym szału. Podchodzę do Peety i całuje go w policzek. Czuję jak jego mięśnie się napinają a później rozluźniają.
- Dziękuję – szepczę i odsuwam się od niego a on się uśmiecha i prowadzi mnie do kuchni gdzie czeka na mnie gorące mleko z przyprawami . Siadam przy stole i głaszczę porcelanowy kubek z zawartością. Nie mam ochoty pić mleka bo to mi wcale nie pomoże już i tak lepiej się czuję od uścisku z blondynem. Obydwoje siedzimy i patrzymy w swoje kubki gdy nagle słyszymy trzask drzwi i od razu domyślamy się kto przyszedł. Heymmitch. Peeta wstaje a jego twarz tężeje, ja też chcę wstać ale chłopak dotyka mojego ramienia więc tylko patrzę jak blondyn podchodzi do naszego mentora.
- Hmm… Zła wiadomość – Burczy – Prosiłem panią burmistrz aby odwołała to Tourne i zgodziła się ale pod jednym warunkiem ,że chociaż pokarzecie się w Dwunastce i  Kapitolu . – Mówi to a Peeta otwiera usta i już chce coś powiedzieć ale gryzie się w wargę i siada ze zbolałą miną a Heymmitch wlecze się do stołu ,siada i popija moje mleko. Co on sobie wyobraża ? Mógłby pomyśleć za nim coś powie. Niech popatrzy jak teraz wygląda niebieskooki. Ledwo siedzi ,krew odpłynęła mu z twarzy i beznamiętnie patrzy się na swój kubek . Na Samą myśl o Kapitolu robi mi się nie dobrze a co dopiero Peciee . Zabieram mu kubek i zawartością która jeszcze tam jest go oblewam. Peeta patrzy na mnie ze zdziwieniem a Heymmitch bierze mnie za nadgarstki i pcha mnie na ścianę. Wyrywam się ale on umacna chwyt więc jestem bez silna , Peeta rzuca się ku mnie a nasz mentor cedzi przez zęby.

- Gra się kończy Katnnis. – I mnie puszcza.

niedziela, 21 września 2014

Proste pytanie ,trudna odpowiedź.




Jem śniadanie w milczeniu wraz z Jaskierem ,który łasi się do mnie odkąd zrozumiał ,że Prim już nie wróci . Wstaję od stołu ,odkładam naczynia do zlewu i wyglądam przez okno Peety ale nigdzie go nie widzę . zamiast jego zauważyłam Heymmitch a nie z butelką ale z … gęśmi . Wybucham śmiechem . Mój mentor z gęśmi . Gdybym nie zobaczyła to bym nie uwierzyła . Nagle Heymmitch patrzy w moją stronę a ja powstrzymuję się od śmiechu i mu macham . Patrzy się na mnie ze złością i kręci głową a ja znów wybucham śmiechem . Nagle słyszę za sobą głos :
- Wypił cały alkohol , a z Kapitolu otrzyma go dopiero w przyszłym miesiącu ,więc znalazłem mu zajęcie . –  Czuję jego oddech na swojej szyi i myślę .że się uśmiecha i udaje mówić tak samo uwodzicielskim głosem jak Finnick . Finnick… brakuje mi go i chyba Peecie też . Odwracam się i obydwoje się śmiejemy. Pokazuje mu kartki ,które dostałam i od razu siadamy. ,, Strona zaczyna się od wizerunku danej osoby najlepiej fotografii o ile taką znajdujemy , jeśli nie , Peeta rysuje odpowiedni szkic albo maluje obraz następnie jak najstaranniejszym charakterem pisma przedstawiam wszystkie szczegóły które w żadnym razie nie powinny odejść w zapomnienie . Dama liże Prim po policzku, tata się śmieje , ojciec Peety z ciastkami , kolor oczu Finnicka , co Cinna umiał zrobić ze sztuką jedwabiu , Boks przeprogramowuje holo , Rue wspina się na palce i lekko rozkłada palce jak ptak , który przygotowuje się do lotu i tak dalej. Przypieczętujemy stronice kroplami  słonej wody i obietnicami dobrego życia żeby ich śmierć nie poszła na marne. Heymmitch w końcu do nas dołącza i dorzuca trybutów z dwudziestu trzech lat , czyli wszystkich ,którym musiał służyć jako mentor. Notatki stają się coraz krótsze, pojawia się stare wspomnienie , które  nagle komuś przychodzi do głowy albo dawna Prymulka zachowana między kartkami . Dziwne okruchy szczęścia takie jak zdjęcie nowonarodzonego syna Finnicka i Anne .’’ Książka po kilku miesiącach jest gotowa . Peeta i ja jesteśmy już najlepszymi przyjaciółmi . Wzrastamy się na nowo i od nowa szukamy sobie zajęć . Ja poluję , on piecze . Dzisiaj pomagam Peecie otworzyć piekarnię , która będzie nazywać się ,, Prymulka ‘’ na cześć mojej siostry. Schodzę z fotela i kieruję się w stronę byłego ,,Ćwieku ” zbudowali tam kilka budynków w ,których otworzyli tam aptekę , sklep i Peeta swoją piekarnię . A po za tym wygląda tam nadal jak pobojowisko ale przecież tak było . Mieszkamy na cmentarzysku . Gdzieniegdzie wyrasta nowa trawa i przy okazji wracają do naszego dwunastego dystryktu ludzie ,którzy  przetrwali wojnę. Wchodzę do piekarni i widzę tam go. Peeta piecze chleb i nie zauważył jak weszłam więc idę w jego stronę , skradam się po cichu i staję za jego palcami. Na blacie widzę już dwie herbaty i cukier … Cukier . Wpadam na pewny pomysł .
- Peeta masz ochotę na kostkę cukru  - Wzdryga się i momentalnie odwraca.
- Boże wystraszyłaś mnie ! Od kiedy tu jesteś ? – Śmieję się i zjadam kostkę bo dobrze wiem ,że nie lubi .Wyciąga nie chleb ale ciasto z rodzynkami i bitą śmietaną. Pachnie cudownie .
- Wystarczająco długo by się tobie przypatrzeć . Mhhh to dla nas ? – Pytam i już chcę spróbować masy ,gdy nagle bierze ciasto w swoją stronę. Obruszam się i przestaję się uśmiechać .
- Najpierw musisz zasłużyć . A teraz do roboty. – Mówi i odkłada ciasto na parapet. Bierze coś z szafki i mi podaje. To fartuszek . Patrzę na niego tak gdy Johanna rozebrała się do rosołu przy nas .
- Myślałam ,że mam sprzątać . Nie umiem piec . – Peeta się uśmiecha i wyciąga mąkę , jajka ,owoce i coś tam jeszcze.
- To się nauczysz . No nie patrz tak na mnie i już choć pokażę Ci co masz robić. – Po czasie już wiem ,że blondyn jest świetnym nauczycielem i robienie ciasta to super zabawa. Popijam herbatę i zaczynam ubijać ciasto z Peetą . Na początku kompletnie mi nie wychodzi ale po czasie jest coraz lepiej. Ubijam ciastko a blondyn robi masę ,później wkładamy o pieca i czekamy. Rozglądam się po pomieszczeniu. Jest średnie , ściany są koloru śnieżnobiałego i czuć tu zapach farby i pieczonego ciasta . Jest tu lada , kilka blatów i piec ,które warto byłoby powycierać i momentalnie zabieram się do roboty. Peeta tym razem mi się przygląda jak wycieram kurze i zmiatam podłogę. Mija godzina i ciasto jest już gotowe a pomieszczenie lśni  . Zamieniliśmy się rolami teraz to ja przyglądam się jak zręczne palce chłopaka robią lukrowe kwiatki na cieście i inne dekoracje. Nagle spogląda na mnie tak raptownie ,że się wzdrygam jakbym została przyłapana na szpiegowaniu. Może do pewnego stopnia tak jest.
- Wiesz , chyba pierwszy raz robimy coś razem co nie wiąże się z igrzyskami i Kapitolem. – Zauważa .
- Racja dla odmiany jest całkiem miło . Wiesz chyba kiedyś to powiedziałeś jak chyba pracowaliśmy nad zielnikiem . Prawda czy fałsz ? – Pytam się go i cieszę się ,że to pamięta i Snow nie wykorzystał tego przeciwko niemu .
- Prawda – Przyznaje i wraca do robienia ozdób na placku. Po pół godzinie placek wygląda rewelacyjnie . Peeta jest geniuszem od dekoracji tortowych i nie tylko . Wygląda bardzo apetycznie . Blondyn kroi dwa kawałki i częstuje mnie jednym . Ciasto smakuje tak samo jak wygląda. Później wychodzimy na dwór ,siadamy na schodku i patrzymy na zachodzące słońce. Nic nie mówimy. Co mamy mówić ? Niebo wygląda tak samo bajkowo jak na arenie . Żółtopomarańczowa poświata z różowymi obłokami wygląda cudownie. Peeta bierze wdech jakby chciał coś powiedzieć ale zamiera i dalej milczymy. Patrzę na słońce i mrużę oczy. Myślę co by się stało gdybym zabiła chłopaka ,który obok mnie siedzi albo zginąłby w Kapitolu , jak potoczyłoby się moje życie bez niego ? Czy byłabym z Galem ? Czy byłabym z nim szczęśliwa ? Myślę ,że nie. Życie bez Peety nie miałoby sensu ,  w końcu na pewno zobaczyłabym Gale jaki jest naprawdę i jaki był choć ja tego nie widziałam albo nie chciałam widzieć. Cieszę się .że jest przy mnie chłopiec z chlebem  , teraz mogę go przytulić i porozmawiać czy nawet upiec ciasto. Gdyby nie Heymmitch spisałabym go na straty , ale przecież tak było. Spisałam bo tak było łatwiej traktować go jak zmarłego , ale tylko dla mnie.  W końcu Peeta przerywa ciszę.
- Widziałaś rozmowę Cesara i mnie w rezydencji prezydenta ? – Pyta się a ja obruszam się na to wspomnienie . Dziwię się .że zaczyna ten temat ,patrzę w jego błękitne oczy by znaleźć w nich odrazę czy strach , nieufność do mnie ale widzę w nich tylko spokój i opanowanie.
- Tak. A Czemu pytasz ? – Unoszę brwi i spoglądam na niego pytająco
- Cesar wtedy gdy spytał co sądzę o wojnie … - Mówi Peeta ściszonym głosem. - .... Nie wiedziałem co mam powiedzieć . Czy mam mówić co kazał Snow czy to co naprawdę myślałem o wojnie. Ale nie mogłem pozwolić by tobie coś zrobili więc powiedziałem to co chciał  by chronić … ciebie . Później zaczęli mnie osaczać by ciebie złamać bym stał się ich pionkiem w grze i im się to udało . Nigdy nie będę już sobą i …–Nie dokańcza i odwraca wzrok , patrzy się na słońce w które dopiero się wpatrywałam a teraz jest ledwo co widoczne.
- Peeta – mówię i biorę w swoje ręce jego twarz by nasze oczy się zetknęły ze sobą . – Jesteś sobą . Nie mam pojęcia jak się czułeś kiedy cię osaczali i nie wiesz jak się o ciebie martwiłam, cieszę się ,że jesteś tu , teraz ze mną . Potrzebuję Cię . – Mówię to łamiącym się głosem .
- A co z Gale’m ? – Pyta się a ja nie dowierzam ,że ma czelność się o niego pytać . Nie wiem czemu ale jestem na niego zła .
- A co ma z nim być ? Dzięki Peeta za mile spędzony dzień ja ..już muszę iść do domu późno się zrobiło.. Cześć – Wybiegam jak poparzona do domu.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję ,że Wam się kochani podobało. Miło by mi było gdybyście podzielili się swoją opinią na temat notek :) Miłej niedzieli życzę i smacznego rosołu !! :D

środa, 17 września 2014

Znowu jest przy mnie.

Wyszłam na dwór choć padał deszcz. Nie mogłam usiedzieć w miejscu odkąd nie ma Prim i mamy . Brak mi ich i wiem ,że obydwie tu  nie wrócę . Sama nie wiem dlaczego idę w stronę piekarni Mellarków . Wchodzę  po schodach i otwieram drzwi . Od razu poczułam zapach chleba. Peeta uśmiechnął się do mnie tym swoim ciepłym uśmiechem ,odwzajemniłam uśmiech i podbiegłam do niego się przytulić i nagle on zniknął .
- Peeta !!?? – Wołałam zawodziłam i go nigdzie nie było i nagle usłyszałam huk armaty i przed sobą zmiechy które mnie już goniły i chciały zabić .
- Peeta ! – Wrzasnęłam i rozglądam się po pokoju . zły sen zły sen mówię sobie i się uspokajam ale nagle słyszę wystrzał armaty. Wystraszona  wybiegłam na podwórko i lecę w stronę  pozostałości z piekarni z wrzaskiem . Biegnę równo ze spadającym deszczem . I nagle się poślizgnęłam i upadłam ,,szlak ‘’ .
- Peeta !! Peeta !! – Wrzask wyrywa mi się za nim zdążę go powstrzymać . Po chwili słyszę kroki i ktoś mnie podnosi i mna potrząsa i widzę blondyna w zmoczonej bluzce i jeszcze jednego trochę pjanego bo słyszę po głosie .Chyba Peeta mnie puszcza bo nie czuje już jego rąk .
- Peeta ?? – chłopak na mnie patrzy ze zdziwieniem i chcę go przytulić i nagle spadam w dół . cały świat wiruje mi przed oczami a on mnie łapie i bierze mnie na ręcę . dalej nic nie pamiętam.
Budzę się deszcz dalej pada ale nie aż tak , podnoszę się z miękkiej kanapy ,która na pewno nie należy do mnie ani ten dom. Mój dom jest pusty , smutny , szary  odkąd nie ma w nim mamy i mojej siostry i dużo brudniejszy bo nie mam ochoty w nim sprzątać . Jestem po prostu bezwartościowa. Ten dom jest schludny i czysty oraz pachnie tu cudownie – chlebem , mąką i jeszcze czymś ale nie mogę odróżnić zapachu ,choć jest mi dobrze znany . Schodzę z kanapy i wędruję do kuchni . Widzę tam garnki z jakąś zawartością i dwóch mężczyzn rozmawiających przy stole tak cicho ,że nawet myszy by nie usłyszały . Jeden z nich mnie zauważa szepcze cos i zwraca głowę na mnie i się uśmiecha do mnie półgębkiem. Heymmitch.
- Witaj skarbie . Nareszcie obudziła się nasza księżniczka. – Heymmitch bierze kieliszek i pije z niego tak raptownie ,że o mały włos by się zakrztusił . Drugim chłopakiem  jak zauważam jest nim Peeta . A już myślałam ,że mi się to śniło a jednak jest tu naprawdę , wybiegł do mnie i zaniósł mnie do siebie do domu . Jestem szczęśliwa i trochę zmieszana . Nie wiem jak mam się zachować i udaje mi się tylko wykrztusić :
- Hey .
- Hey – Odpowiada i spogląda się na mnie tak jak w tamtą noc ,kiedy Peeta nie był sobą i uważał ,że jestem ani ładna ani miła i wtedy za to go znienawidziłam . Wodzę za jego oczami kiedy we mnie się wpatruje by choć na chwilę zobaczyć jego niebieskie oczy i nagle się obruszam kiedy spogląda na mnie i marszczy czoło a Heymmitch zaczął się głośno śmiać . Dopiero teraz to zauważyłam ,że to ja mierzę Peete wzrokiem z taką nienawiścią ,że automatycznie się jeże .
- O co Wam chodzi  ?? – Burczę i Peeta automatycznie się śmieje wraz z naszym byłym mentorem .
- O nic . Tylko ,że patrzysz na nas tak jakbyś chciała nas dobić ,skarbie –  Mówi Peeta powstrzymując  śmiech i odstępuje mi krzesła bym usiadła , ale nie zamierzam zostać tu jeszcze trochę i wychodzę wściekła na nich obaj . Znów to ja wychodzę na tę złą i wiem ,że to prawda choć dopiero teraz to sobie uświadomiłam . Nigdy nie będę warta Peety , nawet za sto lat. Trzaskam głównymi drzwiami i siadam na schodach , obejmując głowę. Jestem bezwartościowa , jestem bezwartościowa , jestem bezwarto… Ktoś przerywa mi powtarzanie tych prawdziwych słów. Tą osobą jest Peeta.
- Zamarzniesz tu na śmierć Katnnis . – Mówi i przykrywa mnie kocę .Nie opieram się ale na niego nie patrzę . Boję się ,że znów zmierzę go tym swoim obojętnym wzrokiem i go skrzywdzę.
- Katnnis ja nie chciałem , myślałem ,że Ciebie rozbawię . Przepraszam . – Mówi i siada koło mnie .
- Za co ? – Burczę – To ja jestem zmiechem a nie ty ! To ja nie mam uczuć a nie ty ! Miałeś rację w tamta noc w trzynastce . Jestem bezwartościowa ! . – Krzyczę na niego choć nie wiem dlaczego . Co się ze mną dzieje ? Przecież rano kiedy wybiegłam z płaczem z domu i krzyczałam jego imię on do mnie przyleciał , wziął do swojego domu . Próbuję się uspokoić ale nie mogę , chcę wstać z tych schodów ale nagle jego dłoń ciepła i silna trzyma mnie tak mocno ,że na pewno nie dam rady się jej wyślizgnąć ,więc siadam i patrzę się na jego oczy tak błagalnie aby tylko mnie puścił .
- Nie Katnnis . To co wtedy usłyszałaś było kłamstwem . Nigdy tak o tobie nie myślałem ,nawet wtedy . Nie wierz temu co w tamtym czasie Ci powiedziałem . Nie wiedziałem co mówię . – Mówiąc to puszcza moją dłoń i mnie przytula ,pewniej niż w sklepie Tigris gdy ja i Gale mieliśmy za minutę dołączyć do ludzi którzy kierowali się do posiadłości i Snowa i sądziłam ,iż utraciłam te ręcę na zawsze. Dziś wiem ,że się pomyliłam i z tego bardzo się cieszę . Wstajemy i kierujemy się znowu do kuchni gdzie dostaje przepyszny rosół od Peety i jem go z równie wielkim apetytem . Mówię im o swoim pomyśle o książce o tym co zdarzyło się w ciągu ostatnich lat i miesięcy . Peeta zdaje się zachwycony pomysłem a Heymmitch ledwo co wstaje z krzesła , ponieważ już jest tak pjany ,że bulkocze tylko tyle nie ma czasy na bzdury i wychodzi . Szczerze nie obchodzi mnie to co sądzi o tym Heymmitch. Dalej mam do niego żal za to ,że nie dotrzymał obietnicy mi złożonej przed Ćwierćwieczem Poskromienia. Z Peetą zostaję do wieczora . Rozmawiamy w salonie , czasem się śmiejemy , opowiadam mu czemu wybiegłam z domu , o koszmarze i znów przytula mnie do siebie i mówi ,że zawsze mogę się do niego przytulić . .Od dziś mogę Peete nazwać spokojnie przyjacielem po tym wszystkim co przeszliśmy .  Noc szybko mija , miałam jakiś koszmar ale go nie pamiętam . Szybko wstaję z łóżka ściągam wczorajsze rzeczy , ponieważ późno wróciłam od chłopca z chlebem ,że nie chciałam obudzić duchów i od razu poszłam spać . Biorę szybki , zimny prysznic by się obudzić i nucę przy tym piosenkę . Opatulam się ręcznikiem i idę do pokoju by się ubrać . Widzę tam Śliską Sue ,która składa pościel na łóżku i moje rzeczy.
- Peeta był , na stole masz świeży chleb powiedział ,że wpadnie potem , a przyszła przesyłka z Kapitolu . – Oznajmia i czuję okucie bólu ,że to nie j otworzyłam mu drzwi i nie podziękowałam mu za wczoraj , ale za to zobaczę się z nim później . Zainteresowała mnie najbardziej paczka z Kapitolu .
- Co to za paczka ? – Pytam się gdy szukam w szafie jakiegoś czystego ubrania. Sue patrzy się na mnie przez chwilę i kręci głową i wzdycha zupełnie tak jak Finnick podczas Igrzysk.

- Chyba kartki , o których wspominałaś doktorowi . Hmmm.. chyba podziękuję Peecie za to ,że dzięki niemu odżyłaś . – Mówi i kieruje się na dół . Ubrałam się i zmierzam po schodach na śniadanie . Tak to prawda odżyłam dzięki niemu .
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieje ,że się wam podobało . Komentarze miło widziane :) . Następna notka już wkrótce !!
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
                                                                                           

Coś na początek

                                     
                                   Hey !
To mój drugi blog i mam nadzieję ,że Wam się spodoba. Notki będę próbowała dawać regularnie. Mam nadzieję ,że się Wam spodoba i będziecie komentować. To na razie chyba tylko tyle :) Życzę miłego czytania i .. Niech Los zawsze Wam sprzyja !! :D