niedziela, 21 września 2014

Proste pytanie ,trudna odpowiedź.




Jem śniadanie w milczeniu wraz z Jaskierem ,który łasi się do mnie odkąd zrozumiał ,że Prim już nie wróci . Wstaję od stołu ,odkładam naczynia do zlewu i wyglądam przez okno Peety ale nigdzie go nie widzę . zamiast jego zauważyłam Heymmitch a nie z butelką ale z … gęśmi . Wybucham śmiechem . Mój mentor z gęśmi . Gdybym nie zobaczyła to bym nie uwierzyła . Nagle Heymmitch patrzy w moją stronę a ja powstrzymuję się od śmiechu i mu macham . Patrzy się na mnie ze złością i kręci głową a ja znów wybucham śmiechem . Nagle słyszę za sobą głos :
- Wypił cały alkohol , a z Kapitolu otrzyma go dopiero w przyszłym miesiącu ,więc znalazłem mu zajęcie . –  Czuję jego oddech na swojej szyi i myślę .że się uśmiecha i udaje mówić tak samo uwodzicielskim głosem jak Finnick . Finnick… brakuje mi go i chyba Peecie też . Odwracam się i obydwoje się śmiejemy. Pokazuje mu kartki ,które dostałam i od razu siadamy. ,, Strona zaczyna się od wizerunku danej osoby najlepiej fotografii o ile taką znajdujemy , jeśli nie , Peeta rysuje odpowiedni szkic albo maluje obraz następnie jak najstaranniejszym charakterem pisma przedstawiam wszystkie szczegóły które w żadnym razie nie powinny odejść w zapomnienie . Dama liże Prim po policzku, tata się śmieje , ojciec Peety z ciastkami , kolor oczu Finnicka , co Cinna umiał zrobić ze sztuką jedwabiu , Boks przeprogramowuje holo , Rue wspina się na palce i lekko rozkłada palce jak ptak , który przygotowuje się do lotu i tak dalej. Przypieczętujemy stronice kroplami  słonej wody i obietnicami dobrego życia żeby ich śmierć nie poszła na marne. Heymmitch w końcu do nas dołącza i dorzuca trybutów z dwudziestu trzech lat , czyli wszystkich ,którym musiał służyć jako mentor. Notatki stają się coraz krótsze, pojawia się stare wspomnienie , które  nagle komuś przychodzi do głowy albo dawna Prymulka zachowana między kartkami . Dziwne okruchy szczęścia takie jak zdjęcie nowonarodzonego syna Finnicka i Anne .’’ Książka po kilku miesiącach jest gotowa . Peeta i ja jesteśmy już najlepszymi przyjaciółmi . Wzrastamy się na nowo i od nowa szukamy sobie zajęć . Ja poluję , on piecze . Dzisiaj pomagam Peecie otworzyć piekarnię , która będzie nazywać się ,, Prymulka ‘’ na cześć mojej siostry. Schodzę z fotela i kieruję się w stronę byłego ,,Ćwieku ” zbudowali tam kilka budynków w ,których otworzyli tam aptekę , sklep i Peeta swoją piekarnię . A po za tym wygląda tam nadal jak pobojowisko ale przecież tak było . Mieszkamy na cmentarzysku . Gdzieniegdzie wyrasta nowa trawa i przy okazji wracają do naszego dwunastego dystryktu ludzie ,którzy  przetrwali wojnę. Wchodzę do piekarni i widzę tam go. Peeta piecze chleb i nie zauważył jak weszłam więc idę w jego stronę , skradam się po cichu i staję za jego palcami. Na blacie widzę już dwie herbaty i cukier … Cukier . Wpadam na pewny pomysł .
- Peeta masz ochotę na kostkę cukru  - Wzdryga się i momentalnie odwraca.
- Boże wystraszyłaś mnie ! Od kiedy tu jesteś ? – Śmieję się i zjadam kostkę bo dobrze wiem ,że nie lubi .Wyciąga nie chleb ale ciasto z rodzynkami i bitą śmietaną. Pachnie cudownie .
- Wystarczająco długo by się tobie przypatrzeć . Mhhh to dla nas ? – Pytam i już chcę spróbować masy ,gdy nagle bierze ciasto w swoją stronę. Obruszam się i przestaję się uśmiechać .
- Najpierw musisz zasłużyć . A teraz do roboty. – Mówi i odkłada ciasto na parapet. Bierze coś z szafki i mi podaje. To fartuszek . Patrzę na niego tak gdy Johanna rozebrała się do rosołu przy nas .
- Myślałam ,że mam sprzątać . Nie umiem piec . – Peeta się uśmiecha i wyciąga mąkę , jajka ,owoce i coś tam jeszcze.
- To się nauczysz . No nie patrz tak na mnie i już choć pokażę Ci co masz robić. – Po czasie już wiem ,że blondyn jest świetnym nauczycielem i robienie ciasta to super zabawa. Popijam herbatę i zaczynam ubijać ciasto z Peetą . Na początku kompletnie mi nie wychodzi ale po czasie jest coraz lepiej. Ubijam ciastko a blondyn robi masę ,później wkładamy o pieca i czekamy. Rozglądam się po pomieszczeniu. Jest średnie , ściany są koloru śnieżnobiałego i czuć tu zapach farby i pieczonego ciasta . Jest tu lada , kilka blatów i piec ,które warto byłoby powycierać i momentalnie zabieram się do roboty. Peeta tym razem mi się przygląda jak wycieram kurze i zmiatam podłogę. Mija godzina i ciasto jest już gotowe a pomieszczenie lśni  . Zamieniliśmy się rolami teraz to ja przyglądam się jak zręczne palce chłopaka robią lukrowe kwiatki na cieście i inne dekoracje. Nagle spogląda na mnie tak raptownie ,że się wzdrygam jakbym została przyłapana na szpiegowaniu. Może do pewnego stopnia tak jest.
- Wiesz , chyba pierwszy raz robimy coś razem co nie wiąże się z igrzyskami i Kapitolem. – Zauważa .
- Racja dla odmiany jest całkiem miło . Wiesz chyba kiedyś to powiedziałeś jak chyba pracowaliśmy nad zielnikiem . Prawda czy fałsz ? – Pytam się go i cieszę się ,że to pamięta i Snow nie wykorzystał tego przeciwko niemu .
- Prawda – Przyznaje i wraca do robienia ozdób na placku. Po pół godzinie placek wygląda rewelacyjnie . Peeta jest geniuszem od dekoracji tortowych i nie tylko . Wygląda bardzo apetycznie . Blondyn kroi dwa kawałki i częstuje mnie jednym . Ciasto smakuje tak samo jak wygląda. Później wychodzimy na dwór ,siadamy na schodku i patrzymy na zachodzące słońce. Nic nie mówimy. Co mamy mówić ? Niebo wygląda tak samo bajkowo jak na arenie . Żółtopomarańczowa poświata z różowymi obłokami wygląda cudownie. Peeta bierze wdech jakby chciał coś powiedzieć ale zamiera i dalej milczymy. Patrzę na słońce i mrużę oczy. Myślę co by się stało gdybym zabiła chłopaka ,który obok mnie siedzi albo zginąłby w Kapitolu , jak potoczyłoby się moje życie bez niego ? Czy byłabym z Galem ? Czy byłabym z nim szczęśliwa ? Myślę ,że nie. Życie bez Peety nie miałoby sensu ,  w końcu na pewno zobaczyłabym Gale jaki jest naprawdę i jaki był choć ja tego nie widziałam albo nie chciałam widzieć. Cieszę się .że jest przy mnie chłopiec z chlebem  , teraz mogę go przytulić i porozmawiać czy nawet upiec ciasto. Gdyby nie Heymmitch spisałabym go na straty , ale przecież tak było. Spisałam bo tak było łatwiej traktować go jak zmarłego , ale tylko dla mnie.  W końcu Peeta przerywa ciszę.
- Widziałaś rozmowę Cesara i mnie w rezydencji prezydenta ? – Pyta się a ja obruszam się na to wspomnienie . Dziwię się .że zaczyna ten temat ,patrzę w jego błękitne oczy by znaleźć w nich odrazę czy strach , nieufność do mnie ale widzę w nich tylko spokój i opanowanie.
- Tak. A Czemu pytasz ? – Unoszę brwi i spoglądam na niego pytająco
- Cesar wtedy gdy spytał co sądzę o wojnie … - Mówi Peeta ściszonym głosem. - .... Nie wiedziałem co mam powiedzieć . Czy mam mówić co kazał Snow czy to co naprawdę myślałem o wojnie. Ale nie mogłem pozwolić by tobie coś zrobili więc powiedziałem to co chciał  by chronić … ciebie . Później zaczęli mnie osaczać by ciebie złamać bym stał się ich pionkiem w grze i im się to udało . Nigdy nie będę już sobą i …–Nie dokańcza i odwraca wzrok , patrzy się na słońce w które dopiero się wpatrywałam a teraz jest ledwo co widoczne.
- Peeta – mówię i biorę w swoje ręce jego twarz by nasze oczy się zetknęły ze sobą . – Jesteś sobą . Nie mam pojęcia jak się czułeś kiedy cię osaczali i nie wiesz jak się o ciebie martwiłam, cieszę się ,że jesteś tu , teraz ze mną . Potrzebuję Cię . – Mówię to łamiącym się głosem .
- A co z Gale’m ? – Pyta się a ja nie dowierzam ,że ma czelność się o niego pytać . Nie wiem czemu ale jestem na niego zła .
- A co ma z nim być ? Dzięki Peeta za mile spędzony dzień ja ..już muszę iść do domu późno się zrobiło.. Cześć – Wybiegam jak poparzona do domu.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję ,że Wam się kochani podobało. Miło by mi było gdybyście podzielili się swoją opinią na temat notek :) Miłej niedzieli życzę i smacznego rosołu !! :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz