Jem śniadanie w milczeniu wraz z Jaskierem ,który łasi się
do mnie odkąd zrozumiał ,że Prim już nie wróci . Wstaję od stołu ,odkładam
naczynia do zlewu i wyglądam przez okno Peety ale nigdzie go nie widzę .
zamiast jego zauważyłam Heymmitch a nie z butelką ale z … gęśmi . Wybucham
śmiechem . Mój mentor z gęśmi . Gdybym nie zobaczyła to bym nie uwierzyła .
Nagle Heymmitch patrzy w moją stronę a ja powstrzymuję się od śmiechu i mu
macham . Patrzy się na mnie ze złością i kręci głową a ja znów wybucham
śmiechem . Nagle słyszę za sobą głos :
- Wypił cały alkohol , a z Kapitolu otrzyma go dopiero w
przyszłym miesiącu ,więc znalazłem mu zajęcie . – Czuję jego oddech na swojej szyi i myślę .że
się uśmiecha i udaje mówić tak samo uwodzicielskim głosem jak Finnick .
Finnick… brakuje mi go i chyba Peecie też . Odwracam się i obydwoje się
śmiejemy. Pokazuje mu kartki ,które dostałam i od razu siadamy. ,, Strona
zaczyna się od wizerunku danej osoby najlepiej fotografii o ile taką znajdujemy
, jeśli nie , Peeta rysuje odpowiedni szkic albo maluje obraz następnie jak
najstaranniejszym charakterem pisma przedstawiam wszystkie szczegóły które w
żadnym razie nie powinny odejść w zapomnienie . Dama liże Prim po policzku,
tata się śmieje , ojciec Peety z ciastkami , kolor oczu Finnicka , co Cinna
umiał zrobić ze sztuką jedwabiu , Boks przeprogramowuje holo , Rue wspina się
na palce i lekko rozkłada palce jak ptak , który przygotowuje się do lotu i tak
dalej. Przypieczętujemy stronice kroplami słonej wody i obietnicami dobrego życia żeby
ich śmierć nie poszła na marne. Heymmitch w końcu do nas dołącza i dorzuca
trybutów z dwudziestu trzech lat , czyli wszystkich ,którym musiał służyć jako
mentor. Notatki stają się coraz krótsze, pojawia się stare wspomnienie , które nagle komuś przychodzi do głowy albo dawna
Prymulka zachowana między kartkami . Dziwne okruchy szczęścia takie jak zdjęcie
nowonarodzonego syna Finnicka i Anne .’’ Książka po kilku miesiącach jest
gotowa . Peeta i ja jesteśmy już najlepszymi przyjaciółmi . Wzrastamy się na
nowo i od nowa szukamy sobie zajęć . Ja poluję , on piecze . Dzisiaj pomagam
Peecie otworzyć piekarnię , która będzie nazywać się ,, Prymulka ‘’ na cześć
mojej siostry. Schodzę z fotela i kieruję się w stronę byłego ,,Ćwieku ”
zbudowali tam kilka budynków w ,których otworzyli tam aptekę , sklep i Peeta
swoją piekarnię . A po za tym wygląda tam nadal jak pobojowisko ale przecież
tak było . Mieszkamy na cmentarzysku . Gdzieniegdzie wyrasta nowa trawa i przy
okazji wracają do naszego dwunastego dystryktu ludzie ,którzy przetrwali wojnę. Wchodzę do piekarni i widzę
tam go. Peeta piecze chleb i nie zauważył jak weszłam więc idę w jego stronę ,
skradam się po cichu i staję za jego palcami. Na blacie widzę już dwie herbaty
i cukier … Cukier . Wpadam na pewny pomysł .
- Peeta masz ochotę na kostkę cukru - Wzdryga się i momentalnie odwraca.
- Boże wystraszyłaś mnie ! Od kiedy tu jesteś ? – Śmieję się
i zjadam kostkę bo dobrze wiem ,że nie lubi .Wyciąga nie chleb ale ciasto z
rodzynkami i bitą śmietaną. Pachnie cudownie .
- Wystarczająco długo by się tobie przypatrzeć . Mhhh to dla
nas ? – Pytam i już chcę spróbować masy ,gdy nagle bierze ciasto w swoją
stronę. Obruszam się i przestaję się uśmiechać .
- Najpierw musisz zasłużyć . A teraz do roboty. – Mówi i
odkłada ciasto na parapet. Bierze coś z szafki i mi podaje. To fartuszek .
Patrzę na niego tak gdy Johanna rozebrała się do rosołu przy nas .
- Myślałam ,że mam sprzątać . Nie umiem piec . – Peeta się
uśmiecha i wyciąga mąkę , jajka ,owoce i coś tam jeszcze.
- To się nauczysz . No nie patrz tak na mnie i już choć
pokażę Ci co masz robić. – Po czasie już wiem ,że blondyn jest świetnym
nauczycielem i robienie ciasta to super zabawa. Popijam herbatę i zaczynam
ubijać ciasto z Peetą . Na początku kompletnie mi nie wychodzi ale po czasie jest
coraz lepiej. Ubijam ciastko a blondyn robi masę ,później wkładamy o pieca i
czekamy. Rozglądam się po pomieszczeniu. Jest średnie , ściany są koloru
śnieżnobiałego i czuć tu zapach farby i pieczonego ciasta . Jest tu lada ,
kilka blatów i piec ,które warto byłoby powycierać i momentalnie zabieram się
do roboty. Peeta tym razem mi się przygląda jak wycieram kurze i zmiatam
podłogę. Mija godzina i ciasto jest już gotowe a pomieszczenie lśni . Zamieniliśmy się rolami teraz to ja
przyglądam się jak zręczne palce chłopaka robią lukrowe kwiatki na cieście i
inne dekoracje. Nagle spogląda na mnie tak raptownie ,że się wzdrygam jakbym
została przyłapana na szpiegowaniu. Może do pewnego stopnia tak jest.
- Wiesz , chyba pierwszy raz robimy coś razem co nie wiąże
się z igrzyskami i Kapitolem. – Zauważa .
- Racja dla odmiany jest całkiem miło . Wiesz chyba kiedyś
to powiedziałeś jak chyba pracowaliśmy nad zielnikiem . Prawda czy fałsz ? –
Pytam się go i cieszę się ,że to pamięta i Snow nie wykorzystał tego przeciwko
niemu .
- Prawda – Przyznaje i wraca do robienia ozdób na placku. Po
pół godzinie placek wygląda rewelacyjnie . Peeta jest geniuszem od dekoracji
tortowych i nie tylko . Wygląda bardzo apetycznie . Blondyn kroi dwa kawałki i
częstuje mnie jednym . Ciasto smakuje tak samo jak wygląda. Później wychodzimy
na dwór ,siadamy na schodku i patrzymy na zachodzące słońce. Nic nie mówimy. Co
mamy mówić ? Niebo wygląda tak samo bajkowo jak na arenie . Żółtopomarańczowa
poświata z różowymi obłokami wygląda cudownie. Peeta bierze wdech jakby chciał
coś powiedzieć ale zamiera i dalej milczymy. Patrzę na słońce i mrużę oczy.
Myślę co by się stało gdybym zabiła chłopaka ,który obok mnie siedzi albo
zginąłby w Kapitolu , jak potoczyłoby się moje życie bez niego ? Czy byłabym z
Galem ? Czy byłabym z nim szczęśliwa ? Myślę ,że nie. Życie bez Peety nie
miałoby sensu , w końcu na pewno
zobaczyłabym Gale jaki jest naprawdę i jaki był choć ja tego nie widziałam albo
nie chciałam widzieć. Cieszę się .że jest przy mnie chłopiec z chlebem , teraz mogę go przytulić i porozmawiać czy
nawet upiec ciasto. Gdyby nie Heymmitch spisałabym go na straty , ale przecież
tak było. Spisałam bo tak było łatwiej traktować go jak zmarłego , ale tylko
dla mnie. W końcu Peeta przerywa ciszę.
- Widziałaś rozmowę Cesara i mnie w rezydencji prezydenta ?
– Pyta się a ja obruszam się na to wspomnienie . Dziwię się .że zaczyna ten
temat ,patrzę w jego błękitne oczy by znaleźć w nich odrazę czy strach ,
nieufność do mnie ale widzę w nich tylko spokój i opanowanie.
- Tak. A Czemu pytasz ? – Unoszę brwi i spoglądam na niego
pytająco
- Cesar wtedy gdy spytał co sądzę o wojnie … - Mówi Peeta
ściszonym głosem. - .... Nie wiedziałem co mam powiedzieć . Czy mam mówić co
kazał Snow czy to co naprawdę myślałem o wojnie. Ale nie mogłem pozwolić by tobie
coś zrobili więc powiedziałem to co chciał
by chronić … ciebie . Później zaczęli mnie osaczać by ciebie złamać bym
stał się ich pionkiem w grze i im się to udało . Nigdy nie będę już sobą i …–Nie
dokańcza i odwraca wzrok , patrzy się na słońce w które dopiero się wpatrywałam
a teraz jest ledwo co widoczne.
- Peeta – mówię i biorę w swoje ręce jego twarz by nasze
oczy się zetknęły ze sobą . – Jesteś sobą . Nie mam pojęcia jak się czułeś
kiedy cię osaczali i nie wiesz jak się o ciebie martwiłam, cieszę się ,że
jesteś tu , teraz ze mną . Potrzebuję Cię . – Mówię to łamiącym się głosem .
- A co z Gale’m ? – Pyta się a ja nie dowierzam ,że ma
czelność się o niego pytać . Nie wiem czemu ale jestem na niego zła .
- A co ma z nim być ? Dzięki Peeta za mile spędzony dzień ja
..już muszę iść do domu późno się zrobiło.. Cześć – Wybiegam jak poparzona do
domu.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję ,że Wam się kochani podobało. Miło by mi było gdybyście podzielili się swoją opinią na temat notek :) Miłej niedzieli życzę i smacznego rosołu !! :D


