Mija dzień
, tydzień , dwa i nie widziałam Peety odkąd piekliśmy ciasto. Nie wiem dlaczego
jestem na niego za to zła . Przecież tylko się spytał. Walę pięścią w ścianę . Co się ze mną dzieje
do cholery ?!! Nie zwracam uwagi ,że po dłoni spływają strużki krwi. Gdy stoję
oparta o drzwi, zaczynam analizować każde słowo ,które w życiu powiedziałam
Pecie , co o nim pomyślałam ,, (..)Za to go nienawidzę ”, ,, Peety już nie ma ,
dobrze mogłabym zabić kapitolińskiego zmiecha (..) ” . Z mojego gardła
wydobywają się dzwięki goryczy ,żalu do siebie. Zaczynam płakać. Słyszę kroki
na schodach i automatycznie się podnoszę . To na pewno Śliska Sue ale nie chcę
by pomyślała ,że znów się załamałam. Siadam na łóżku i wycieram łzy lewą ręką a
pościelą wycieram krew z mojej prawej ręki . Nagle drzwi raptownie się
otwierają i Śliska Sue wchodzi. Odwróciłam głowę w stronę okna i udaje ,że coś
zaciekawiło mnie choć naprawdę nic tam nie ma interesującego więc szybko się
skapnie ,że chcę żeby nie zauważyła łez.
- Zaraz wyjdę na spacer może odwiedzę Heymmitcha .
- Już nie musisz skarbie , sam do ciebie przyszedłem . –
Raptownie spoglądam na niego . Ma opuchnięte oczy ale wygląda lepiej niż
wcześniej. Przytył , na jego głowie nie ma już zmatowiałych strąków tylko
opadające do szyi kosmyki , blond włosów.
- Co pan tu robi ? – Warczę głuchym łamiącym się głosem .
Nagle czuję na nodze ciepłą czerwoną plamkę krwi chyba on to zauważa bierze
moją prawą dłoń co chowałam pod kołdrą
,która akurat musiała się sunąć .
- Co to jest ? – Pyta się mnie i ściska ją tak mocno ,że aż
zaczyna boleć.
- Spadłam ze schodów . Nic mi nie jest . – Kłamię jak z nut
i mój mentor to na pewno wyczuł. Spogląda na mnie nie pewnie i rozgląda się po
pokoju aż zatrzymuje wzrok na ścianie w ,którą walnęłam z całej siły pięścią .
- Spadłam ze schodów … dobrze mogłaś powiedzieć ,że
poślizgnęłaś się na lodzie !! Mów co leży Ci na wątrobie i nigdy więcej nie
próbuj kłamać bo coś Ci nie wychodzi !! – Udaje mój ton głosu a ja milczę i
wpatruję się z furią na niego. Nie mam zamiaru mu niczego tłumaczyć.
- Co to jest ?! Nie chcesz mówić ? To nie – Puszcza mnie.
macha ręką i wychodzi .
- Panie Heymmitch !! – Wrzeszczę i zrywam się łóżka jak
poparzona. Zbiegam ze schodów i udaje mi się chwycić skrawek jego koszuli i
spadam ze schodka na podłogę jak długa . Niech go szlag ! Już chcę wykrzyczeć
mu najgorsze przekleństwa jakie znam ale się powstrzymuje . Słyszę jak się
śmieje i mnie podnosi .
- Teraz Ci wierzę ,że spadłaś ze schodów . Więc powiesz mi
co się stało czy wołałaś mnie po to by się pożegnać – Przestaje się śmiać i
uśmiecha się do mnie półgębkiem. Nie lubię go i nigdy go nie lubiłam.
- Czy możemy się przejść ? – Pytam się go ze łzami w oczach
bo ręka zaczęła strasznie mnie bolec i do tego moje przemyślenia o tym jaka ja
byłam wredna i bezlitosna dla Peety . Mój mentor kręci głową i kierujemy się na
miejsce gdzie kiedyś mieściło się ogrodzenie oddzielające las od dystryktu.
Mówię wszystko od początku co myślałam i mówiłam o moim chłopcu z chlebem jak
spisałam go na straty , jak wczoraj zareagowałam jak spytał o Gale’a i jak się
wściekłam nie wiem za co , patrzę na niego ,żeby cos powiedział ale on tylko
coś mruczy i patrzy się na drogę jak by było coś tam ciekawego więc i ja
również patrzę się na dróżkę z popiołu , resztek z domów i szczątek zmarłych
sąsiadów z mojego dystryktu i płaczę.
Nie mam siły na nic. Nagle potykam się i popiół podnosi się i osadza się na
mojej niebieskiej bluzce a teraz wybucham płaczem . Heymmitch klęka ,głaszcze
mnie po głowie i odzywa się cichym , zachrypniętym głosem.
- Skarbie to co
myślałaś już się nie liczy. Powtórzę Ci to co kiedyś Ci powiedziałem nawet
gdybyś żyła 100 lat nie będziesz go warta ale…– Nie dokańcza i wybucha pijackim
śmiechem. A już myślałam ,że wytrzeźwiał. Skąd wytrzasnął alkohol ? Teraz mnie
to nie obchodzi. Próbuję się podnieść, już chcę pobiec do domu gdy jego ręka
chwyta mnie i mocno przytula.
- Ale wszystko się zmieniło nie uważasz ? – Próbuję się
wydostać z jego ramion , szarpię się jak dzikie zwierze ,które wplątało się w
sidła i nie może z nich wydostać. ,,Wszystko się zmieniło …’’ co miał na myśli
? Znowu dostaje spazmów histerii i widzę jak igła wbija się w moje przedramię.
Nie zastanawiam się nad tym bo czuję jak świat wiruje mi przed oczami a
morfalina dociera do moich żył.
Przedzieram się przez mgłę żeby odnaleźć światło choć dobrze wiem ,ze tu
go nie znajdę. Czasem czuje czyjś dotyk i momentalnie się odwracam , spoglądam
na Finnicka ,który mówi żebym pamiętała kto jest moim prawdziwym wrogiem i kiedy
chcę złapać jego dłoń to rozpływa się jak para wodna. Kilka razy się tak
powtarza ,gdy nagle widzę światełko i
mgła momentalnie się rozpływa a ja wracam do rzeczywistości. Otwieram oczy i
widzę czyste , przytulne pomieszczenie
,które pamiętam . Chcę usiąść na miękkiej kanapie na której po raz drugi
leżałam ale czuję taki ból prawej dłoni ,że zostaję w takiej pozycji jakiej
byłam. Zauważam ,że nadal obraz nie jest za ostry i wszystkie kolory są
rozmazane . Zamykam oczy i gdy je otwieram widzę uśmiechniętego Peete i jakąś kobietę ,której nigdy jeszcze nie widziałam.
Kucnął i jego twarz jest na takiej samej linii z moją twarzą.
- Hey – Mówi i odgarnia mi włosy z czoła. Uśmiecham się
półgębkiem ,ponieważ dłoń mnie strasznie boli. Zastanawiam się jak tu trafiłam.
Zapewne przez ,, przypadek ”może mój mentor nie jest jednak taki zły ? Albo co
jest bardziej prawdopodobniejsze zauważył Peete i poprosił mu żeby mu pomógł
mnie dźwigać bo on na pewno nie ma tyle siły by przenieść średnio ważącą
kobietę i która na dodatek śpi. Czuję się coraz słabsza i boję się ,ze zaraz
zasnę więc szczypię zbolałą dłoń by jeszcze bardziej bolała a chcę dowiedziec
się kim jest ta kobieta.
- Katnnis czy możesz… - Mówi a ja dotykam jego twarzy zdrową ręką bo nie rozumiem jego słów
,wszystko mi się rozpływa . Słowa i obraz. Przybliżam swoją twarz do jego i
ściszonym głosem pytam:
- Zostań ze mną
- Zawsze - I zasypiam
.
Budzę się ale nie
na znajomej mi kanapie tylko na łóżku w ciemnozielonej sypialni . Przypomina mi tą sypialnie z
ośrodka szkoleniowego mieści się tu dwuosobowe łóżko z ciemnego dęba oraz dwie
rzeźbione etażerki na których stoją dwie lampy z białym abażurem , które na
końcach mają kryształki tylko brakuje tu wielkiego ekranu gdzie wystarczyło
tylko nacisnąć na przycisk pilota by na ekranie pokazał się obraz lasu lub
ulicy Kapitolu. Otwieram drzwi i kieruje się na dół . Zauważam tam
Naburmuszonego Heymmitcha ,który stoi naprzeciwko nieznajomej mi kobiety na
,której widok musiał bardzo się
zdenerwować , ponieważ jest cały czerwony i ręce mu się trzęsą , Peeta siedzi
ze stoickim spokojem i nagle mnie zauważa i momentalnie się uśmiecha a nasz
były mentor od razu zmienia postawę i ręce wkłada do kieszeni. Spoglądam na
kobietę. Jest bardzo młoda ,smukła i wyglądałaby całkiem normalnie gdyby nie te
worki pod oczami i ten smutny wzrok. Na pewno nie pochodzi z Łożyska. Ma piwne
oczy i ciemne , kręcone włosy.Dziwię się
co ona tu robi i chyba to zauważa bo od razu podaje mi dłoń i się tłumaczy.
- Ah.. Katnnis my się jeszcze nie znamy . Jestem nową
burmistrz dystryktu 12 . Viersala Nelson . Miło mi Cię poznać – Uśmiecha się i
potrząsa moją dłonią. Peeta wstaje i pyta czy chciałabym się czegoś napić
,odmawiam mu i chce dowiedzieć się co tu robi nowa pani burmistrz.
- Dlaczego mamy tą przyjemność ? – Pytam a Heymmitch usadawia
mnie na kanapie gdzie siedział Peeta. I teraz we troje stoją nade mną i nie
wiem czego mam się spodziewać. Czy znów zrobiłam coś co trzeba automatycznie
zlikwidować ? Czy znów mam być pionkiem w jej tym razem igrzyskach ?
- Prezydent Peylor kazała zobaczyć mi jak się macie i… -
- Jak widzi pani miewamy się dobrze więc jeśli to wszystko
to dziękujemy za troskę ale nie mamy
czasu. – Przerywa Viersali , Peeta i kieruje się do drzwi wejściowych i je
otwiera.
- …złożyć wam wyrazy współczucia. Nikt nie chce wam zakłócać
spokoju po tragedii jaką przeżyliście ale całe Panem jest pokryte żałobom to
oczywiste ale nie możemy wciąż żyć tragedią .- Parskam śmiechem. Nikt nie chce
zakłócać nam spokoju ale jednak to robią. Nie może od razu powiedzieć ,że chce
byśmy pocieszyli wszystkich ludzi i powiedzieli ,że teraz wszystko będzie
dobrze ? Nikt w to nie uwierzy. Nie po tym co się w ostatnich miesiącach
wydarzyło. Wydaje mi się to zabawne ,że jednak nic się nie zmieniło.
- Więc co pani chce przez to powiedzieć ? – Pytam się obojętnym tonem i obejmuję się
rekami w obronnym geście.
- Plutarch zapewne
jutro was odwiedzi jeśli przystaniecie na naszą propozycje. Cały kraj chciałby
zobaczyć co dzieje się z ich kosogłosem a jeszcze bardziej z Peetą.
Chcielibyśmy byście wybrali się w ,,Tourne Zwycięzca’’ odwiedzilibyście
wszystkie dystrykty powspominaliście ich trybutów oraz poległych w wojnie czyli
z waszej drużyny .Wybudowaliśmy pomniki w każdym dystrykcie ,którzy zginęli na
igrzyskach a wy braliście udział w ostatnich igrzyskach poskromienia i
jesteście jedynymi trybutami ,którzy są zdrowi na umyśle i stwierdziliśmy ,że
raczej się zgodzicie. - Najchętniej uderzyłabym ja w twarz. Czy ona wie co my
przeżyliśmy i jeszcze chce byśmy pojechali na jakieś Tourne ? Widzę złość na
twarzy Peety ,który trzyma się kurczowo klamki od drzwi ,które jeszcze bardziej
uchylił i teraz zimny, porywisty wiatr dostaje się do środka i przeszywa na
wylot.
- Nie ma mowy. Czy pani wie w jakim oni są w stanie psychicznym ? Proszę powiedzieć Plutarchowi
,że oni nigdzie nie jadą. – Burczy wywrócony z równowagi Heymmitch którego nie widziałam aż w takim
złym stanie. Trudno go wywrócić z równowagi tak jak mnie ale tym razem nowa
pani burmistrz zrobiła to od razu. Mentor
pokazuje prawą dłonią drzwi i tłumaczy jej jaka to głupota. Jedyną
rzeczą z jaką się zgodzę to ta ,że jesteśmy jedynymi trybutami zdrowymi na
umyśle .. A Johanna ? Nie mam pojęcia co się z nią teraz dzieje ale wiem ,że
żyje i jest w siódmym dystrykcie chyba ,że oszalała tak jak Annie. Jeśli nawet
miewa się dobrze to jej charakter tu bardziej przeszkadza jest szczera aż do
bólu i nikt nie miałby jej pod kontrolą. Blondyn ma się już o wiele lepiej niż
wcześniej ale co dzieje się nadal w jego głowie ? Nie wiem. Nikt tego nie wie .
Chciałabym móc wejść do jego mózgu i pomóc się mu z tym uporać ,oddzielić
błyszczące wspomnienia od tych ,które naprawdę miały miejsce. W końcu nie
wytrzymuję wrzasku Heymmitcha i tej kobiety i odzywam się od dłuższej chwili.
- Nigdzie nie jedziemy. Wybaczy pani ale mi również
przezywamy tragedię. Na wojnie zginęła moja siostra i nasi przyjaciele ,których
na własne oczy widzieliśmy jak giną -
głos mi się łamie – Więc jak mamy
pocieszać ludzi czy nawet ich wspominać ? Nie mamy sił ,żeby od nowa
przechodzić przez tamto piekło. – Viersala spogląda na mnie smutnym wzrokiem
,wzdycha i kręci głową . Czyżby spodziewała się takiej odpowiedzi ?
- Rozumem ale musicie zrozumieć ,że nie tylko wy
straciliście przyjaciół. – Mówi i kieruje się do wyjścia. Zdaje mi się ,że po
prawym policzku spłynęła jej łza ale może tylko światło tak dziwnie się odbija.
Kiedy przechodzi koło mentora ten uśmiecha do niej się półgębkiem i nagle
wyskakuje :
- Ma pani może ochotę na kieliszek wódki ? Widzę ,że pani jest strasznie smutna z chęcią
dowiem się jaki jest tego powód . – Bierze ją pod ramie za nim brunetka da mu
odpowiedź i ciągnie ją do drzwi na pożegnanie mruga do nas i klepie Peete po
plecach później trzaska drzwiami i znika w mroku nocy. Brak mi słów. Co to
miało w ogóle być ? Najpierw się bulwersuje a teraz zaprasza ją na drinka ? W
życiu nie pomyślałabym ,ze naszego drogiego mentora na to stać , do dzisiaj .
Blondyn patrzy mi w oczy i mówi :
- On od kiedy taki towarzyski się zrobił ? – Pyta i
wybuchamy śmiechem.
- Nie wiem widocznie nie wystarcza mu nasze towarzystwo .
- Zrobię nam ciepłe mleko . Dobrze nam zrobi – Uśmiecha się
i idzie do kuchni. Kiwam głową i rozsiadam się na zielonej kanapie. Boże
dlaczego nam tu znowu robią ? Podkulam nogi i kładę na kolanach głowę. Tamte
,,Igrzyska’’ się skończyły więc trzeba rozpocząć nowe. Kosogłos nasza duma
,nasza twarz zgodzi się przecież tak nienawidziła Snowa ,że nam nie odmówi.
Zaczynam czuć żar ,który może zaraz wydać płomień nie do ugaszenia. Prezydent
Coin też stwierdziła ,że nie odmówię bo nie chcę stracić Peety. Wstaję z
kanapy. Ale teraz Peeta jest bezpieczny i nie mają na mnie żadnego haczyka. Nie
będę tym razem marionetką Plutarcha i nowej pani burmistrz. Świat sam musi się
z tym uporać . Może to samolubne i egoistyczne ale jak mam pomóc skoro sama
jestem w dołku ? Prim nie żyję , mama wyjechała do dwójki a Peeta mnie
potrzebuję chociaż zdaje mi się ,że to ja go bardziej potrzebuje niż o mnie. To
ja wybiegłam jak miałam koszmar do niego jak mała dziewczynka ,która nie radzi
sobie z problemami a on okrywa mnie swoim ciałem przed wszystkim co mnie rani.
Musze to zmienić nie chcę by traktował mnie jak dziewczynkę. Rozglądam się po
pokoju co mogę rozwalić ,zniszczyć by tylko dać opust gniewowi. Widzę wazon na
kominku taki sam jak u mnie w, którym stała biała róża od Snowa. Biorę go i
trzaskam o podłogę . Peeta przylatuje a ja ściskam następny wazon o podłogę .
Podchodzi coś mówi ale go nie słyszę. Słysze tylko jak krew pulsuje mi w
skroniach i łzy cisną się na oczy.
- Nakłamcie Katnnis o powstaniu bo zrobi coś głupiego , nie
mówcie Katnnis o tym ,ze zostanie wyłowiona z areny bo się wkurzy i nie będzie
chciała współpracować , nie mówcie o propagicie z Peetą bo jej się pogorszy ,
oznajmicie Katnnis ,że wybierze się w Tourne w końcu nie może odmówić ! – i
trzaskam ostatni wazon o podłogę . Mellark podchodzi do mnie i mocno przytula a
ja wtulam się w jego pierś. Czuję jak bije szybko jego serce prawie tak samo
jak moje i wybucham płaczem. Coraz lepiej mi to wychodzi.
- Cii już wszystko dobrze Katnnis nigdzie nie jedziemy. –
Mówi to i prawą ręką teraz gładzi mnie po włosach. Nie wiem czemu ale jego słowa
koją mój ból . Kiwam głową i nagle się jeżę bo znów zachowuję się jak chora
dziewczyna i odwracam do porozbijanych wazonów.
- Przepraszam. Zaraz to posprzątam – Mówię ale on łapie mnie
za ramię i przysuwa do siebie tak ,ze nasze usta niemal się stykają.
- I tak ich nie lubiłem i cieszę się ,że mnie wyręczyłaś –
czuję jego oddech i robi mi się ciepło w środku – Martwię się o ciebie i myślę
,że powinnaś zamieszkać u mnie na pewien czas. Wolę mieć na ciebie oko .–
Marszczy czoło i uśmiecha się półgębkiem
a ja wpatruję się w jego
niebieskie oczy ,które mnie pochłonęły . Mogę zamieszkać z Peetą , cieszę się z
tego ale nagle wiem dlaczego to robi. To śmieszne ale on myśli ,że mogłabym
popełnić samobójstwo ? Nie wierzę. Na pewno o to chodzi. Nie ma do mnie
zaufania . Ostatnie moje wyczyny takie jak ta jak wybiegłam z domu krzykiem czy
płacz i rozwalona ręka Może świadczyć o tym ,ze załamałam się psychicznie..
- Peeta nie zrobię nic głupiego . Przysięgam czuję się już o
niebo lepiej. – Przewracam oczami a on bierze mnie za chorą dłoń ,którą
walnęłam w ścianę.
- Czyżby ? Katnnis tu nie
chodzi o to ,że nie mam do ciebie zaufania. Rozmawiałem z doktorem Aureliusem
,który dowiedział się chyba od Heymmitcha o twoim stanie psychicznym i
powiedział ,że jak najszybciej przyjedzie ,ponieważ i tak nie odbierzesz od
niego telefonu więc stwierdziłem ,że możesz ze mną zamieszkać. – Mówi to a ja
teraz czuje wdzięczność. Nie chciałabym żeby doktor miał mnie na oku
dwadzieścia cztery godzin na dobę ,dostałabym szału. Podchodzę do Peety i
całuje go w policzek. Czuję jak jego mięśnie się napinają a później
rozluźniają.
- Dziękuję – szepczę i odsuwam się od niego a on się
uśmiecha i prowadzi mnie do kuchni gdzie czeka na mnie gorące mleko z
przyprawami . Siadam przy stole i głaszczę porcelanowy kubek z zawartością. Nie
mam ochoty pić mleka bo to mi wcale nie pomoże już i tak lepiej się czuję od
uścisku z blondynem. Obydwoje siedzimy i patrzymy w swoje kubki gdy nagle
słyszymy trzask drzwi i od razu domyślamy się kto przyszedł. Heymmitch. Peeta
wstaje a jego twarz tężeje, ja też chcę wstać ale chłopak dotyka mojego
ramienia więc tylko patrzę jak blondyn podchodzi do naszego mentora.
- Hmm… Zła wiadomość – Burczy – Prosiłem panią burmistrz aby
odwołała to Tourne i zgodziła się ale pod jednym warunkiem ,że chociaż
pokarzecie się w Dwunastce i Kapitolu .
– Mówi to a Peeta otwiera usta i już chce coś powiedzieć ale gryzie się w wargę
i siada ze zbolałą miną a Heymmitch wlecze się do stołu ,siada i popija moje
mleko. Co on sobie wyobraża ? Mógłby pomyśleć za nim coś powie. Niech popatrzy
jak teraz wygląda niebieskooki. Ledwo siedzi ,krew odpłynęła mu z twarzy i
beznamiętnie patrzy się na swój kubek . Na Samą myśl o Kapitolu robi mi się nie
dobrze a co dopiero Peciee . Zabieram mu kubek i zawartością która jeszcze tam
jest go oblewam. Peeta patrzy na mnie ze zdziwieniem a Heymmitch bierze mnie za
nadgarstki i pcha mnie na ścianę. Wyrywam się ale on umacna chwyt więc jestem
bez silna , Peeta rzuca się ku mnie a nasz mentor cedzi przez zęby.
- Gra się kończy Katnnis. – I mnie puszcza.